poniedziałek, 27 marca 2017

#motywacja - nie bój się nie skołczuję Cię w tym poście

Dla tych którzy są bardziej aktywni w social media nie muszę tłumaczyć czym są hasztagi. Co się stanie jeśli użyjecie hasztagu "motywacja"? Jakie zło czai się za rogiem kiedy nieopatrznie staniecie się targetem?

Tajemnicą nie jest to, że prowadzę bloga. Dla tych, którzy nie zdawali sobie z tego sprawy może być to małe zaskoczenie. W różny sposób daję o sobie znać. Wstawiam informację na facebooka i instagrama, spamuje znajomych, czasami chowam się w lodówce i z niej wyskakuję.

Ostatnio czuję, że mam na prawdę dobry czas. Odpuściły mnie zimowe smuteczki, poczułam powiew świeżości, zdystansowałam się, zdałam sobie sprawę, że przecież coś mnie czeka. Znalazłam swój plan B, a nawet C, gdyby coś nie wypaliło.
Zbyt wiele pozytywnych emocji otrzymałam by coś miało mnie zniechęcić. Jeśli dawno nie mieliście w sobie takiego uczucia to koniecznie je przywołajcie lub szukajcie drogi by to poczuć. A to owo coś nazywa się "motywacja", kiedyś znane również pod hasłem "nadzieja na lepsze jutro". Ponieważ poczułam, że muszę się podzielić tym uczuciem z resztą świata - puściłam w eter zdjęcie i bez zbędnych wstępów dodałam hasztag "motywacja"... i wtedy się zaczęło. Stałam się targetem dla napakowanych trenerów personalnych, którzy wcale nie zachęcili mnie do skorzystania ze swoich usług.

Mój profil masowo zaczęło obserwować kilku Medżik Majków (z całym szacunkiem - nie mój typ), którzy na bank zaprojektowaliby mi ciało marzeń. Wpadłam do lajfstajlowej grupy docelowej.  A ja chciałam tylko dać znać, że jest mi w życiu dobrze. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak pracować nad sześciopakiem, ale zanim to - najpierw masa, później rzeźba. Tak to się chyba mówi, no nie?!
P.S A żeby tego było mało dowiedziałam się, cytuję: 
w przyszłości będzie można polecać Twój profil.
Ja się polecam już teraz i niech moc będzie z Wami!

wtorek, 21 marca 2017

Upsi! Huston mamy probelm

Czy zdarzyło Ci się popełnić małą gafę? No raczej... zdziwiłabym się gdyby ktoś odpowiedział, że nigdy. Moją małą gafą było przytarcie samochodu na naszym osiedlowym parkingu. Kiedy już zorientowałam się, że samochód jest nie tylko przerysowany, po całej długości o filar, ale też wgnieciony - bo zamiast się wycofać, dalej jechałam do przodu - trzymałam wysoko uniesioną głowę i publicznie nie okazałam słabości.
A czy zdarzyło Ci się popełnić błąd? Oczywiście, że tak. Przecież każdy popełnia mniejsze lub większe błędy. Co wtedy? Mam dla Ciebie odpowiedź: odetnij sobie język i pław się w swojej porażce. Albo kiedy jest już za późno i transformator czasu nie chce zadziałać, pamiętaj:

1. Nie czuj się jak głupek. Nie odtwarzaj tej sytuacji w nieskończoność. Powiedz na głos: spróbuję jeszcze raz i jeszcze raz, aż mi się uda.
2. Jesteś nieustraszonym bohaterem, bo nie boisz się pomyłek.
3. To fantastyczna rozrywka. Życie usłane samymi sukcesami byłoby nudne.
4. Pomyłki świadczą o tym, że podejmujemy próbę, działamy, a to z jakim skutkiem pokaże czas.
5. Wypij toast za dobrą lekcję życia! Za kilka lat będziesz pamiętać tylko o sukcesie, a nie o tym, czego nie udało Ci się zrobić ze strachu.
i najważniejsze

6. Idziesz do przodu. Podnosisz się, poprawiasz koronę i zasuwasz dalej!

Przecież to takie łatwe, no nie?!

czwartek, 16 marca 2017

Stuku puku - idą goście

Nie od dziś wiadomo, że bardzo lubię zapraszać do siebie gości żeby móc przygotować dla nich małą ucztę. Gotowanie i planowanie to czynności, które wychodzą mi całkiem nieźle, a kiedy mogę to połączyć czuję się niczym perfekcyjna Pani Domu.

Nie wiem kiedy i gdzie nauczyłam się gotować. Zapewne podpatrywałam mamę, kiedy to ona przygotowywała posiłki dla całej naszej rodziny na co dzień i od święta. Długo nie mogłam doczekać się chwili kiedy będę mogła to robić po swojemu, więc kiedy przyjeżdżają do nas moi rodzice lub po prostu znajomi przygotowuje dla nich "moje" specjały. Nasze bulciowe mieszkanie nie jest przystosowane do przyjmowania dużych grup gości, które oczekiwały by wielkiej uczty przy stole, ale... przy dobrej organizacji można przygotować małe standing party.
Całkiem niedawno miałam okazję przygotować takie przyjęcie dla mojej rodziny (już kolejny raz:)). Oczywiście mama dzwoniła i pytała: może upiekę ciasto? może coś ugotuję, a Ty tylko podgrzejesz. Wtedy odpowiedziałam: MAMO! sama mówiłaś: jak będziesz miała swoje mieszkanie to będziesz nas gościła po swojemu. Długo zastanawiałam się co przygotować dla 8 osób, żeby było co podjeść, ale przy tym się mocno nie narobić. Poniżej znajdziecie kilka porad i inspiracji na małe przyjęcie w luźnej atmosferze.

1. Opracuj plan działania
- policz dokładnie liczbę gości
- poszukaj inspiracji w każdym możliwym miejsce
- spisz listę wszystkich dań, które wychodzą Ci najlepiej, a następnie wykreśl z listy te, których nie przygotujesz tym razem

Kilka pomysłów na przekąski
Deska serów
Coś do pochrupania oraz guacamole i hummus
2. Lista rzeczy do zrobienia

- przygotuj listę zakupów - przygotowując listę zakupów myślę o sklepie w którym najczęściej robię zakupy, pamiętam mniej więcej rozmieszczenie produktów w sklepie, dlatego spisuję listę zgodnie z działami, dzięki temu unikam biegania po sklepie i zaoszczędzam czas
- przygotuj plan dnia - jak chcesz ustawić posiłki, w czym je podasz, które kąty w mieszkaniu zostały do sprzątnięcia
- rozplanuj przygotowywanie potraw, zastanów się co możesz przygotować dzień wcześniej
- sprzątaj po każdej czynności - unikniesz sterty naczyń w zlewie

3. Ogarnij się wcześniej

- bądź gotowa na przyjęcie gości w każdej chwili - przygotuj sobie outfit dzień wcześniej
- poproś o sms'a kiedy Twoi goście będą wyjeżdżali z domu - obliczysz czas, a potrawy nie będą zimne, albo suche

Danie główne: risotto z łososiem, przepis na podobne znajdziecie tu.
Weekendy sprzyjają towarzyskim spotkaniom, jest jeszcze czas aby takie zaplanować. A na niezobowiązujące spotkanie poleca się:

Sałatka a'la cezar
Składniki:
duża sałata rzymska (jeśli akurat nie ma, wybierz mieszankę sałat - z doświadczenia wiem, że sama lodowa się nie nadaje)
6 plasterków wędzonego boczku
podwójna pierś z kurczaka
250 g pomidorków koktajlowych
puszka sardynek w oleju
cztery łyżki startego parmezanu
2 żółtka
łyżka majonezu (opcjonalnie)
olej
ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku
przyprawa do kurczaka

Podsmaż boczek, tak aby stał się chrupiący. Pierś z kurczaka pokrój w grubszą kostkę, dopraw przyprawami i podsmaż na patelni z tłuszczem który wytopił się z boczku.
Sardynki odsącz z oleju i razem z czosnkiem rozdrobnij w blenderze. Dodaj żółtka blenduj stopniowo dolewając olej - ubijaj na konsystencję majonezu. Pod koniec ubijania dodaj dwie łyżki parmezanu oraz dopraw do smaku pieprzem i solą. Jeżeli konsystencja dresingu Cię nie zadowala dodaj łyżkę majonezu - ja dodaję tak czy siak ;)
W dużej misce wymieszaj porwaną na mniejsze kawałki sałaty z przekrojonymi na pół pomidorkami. Dodaj ostudzonego kurczaka i boczek. Wszystko rozmieszaj z dresingiem, a na koniec posyp pozostałym parmezanem. Podawaj z chrupiącą bagietką. 
To co, kto zaprasza gości w sobotę? :)

wtorek, 7 marca 2017

Nie walę głową w mur

Przetrwałam pierwszy dzień po urlopie przetrwam i kolejne. Ile to ja się naczytałam: syndrom stresu pourlopowego - co to jest? jak temu zaradzić? 10 sposobów na bezstresowy powrót do pracy itp, idt.

Nie twierdzę, że po okresie wzmożone wypoczynku powrót do pracy wiąże się z niemiłym uczuciem w przełyku, tzw gulą. Czytasz te miliony maili, nie znasz odpowiedzi na pytania, które pojawiają się po nieobecności w pracy, ziemia osuwa Ci się spod stóp i masz ochotę wyskoczyć przez okno.  
Nie oszukujmy się: pierwszy dzień po urlopie nigdy nie jest najproduktywniejszym dniem w roku. Musimy się odnaleźć na nowo w pracowej przestrzeni, odgrzebać z zaległości i wdrażać stary plan działania, godzina po godzinie, aż w końcu zapomnimy o tym, że przez ostatnie dni nie ruszyliśmy nawet palcem. Nie oczekuj od siebie 100% normy kiedy organizm nie jest na to gotowy. 
Koniec z tym pierdzieleniem. Srelemorele. Miałam napisać inteligentnego posta o stresie pourlopowym, ale wiecie co?! Mam to gdzieś. Dlaczego my ziemianie zawsze przewidujemy najciemniejszy scenariusz? Obróćmy to wszystko na dobrą kartę. Powiedzmy sobie otwarcie, może to uczucie to wcale nie jest stres, tylko ekscytacja, fala nowej motywacji do pracy, która już za chwile będzie uwolniona. To uczucie to mobilizacja i powrót sił do działania. Czy to nie brzmi lepiej?

Jestem oazą spokoju.

piątek, 3 marca 2017

Narty z Prezydentem

Ostatni dzień urlopu zdecydowanie na plus. Pogoda dopisywała przez cały wyjazd, więc i dziś nie mogło być inaczej.
Słuchajcie, to jest na prawdę dziwne, jak bardzo nie umiem określić się co do jazdy na nartach. 
Z jednej strony jest to ten sport dzięki któremu zupełnie potrafię się wyłączyć, nie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, żeby dojechać żywym na dół. Z drugiej strony ile razy już liczyłam straty za karnet i narty gdybym zdecydowała się już nie jeździć. Wydaje mi się że jeżdżę na nartach tylko dlatego, że jestem zbyt uparta żeby odpuścić, no bo kto jak nie ja?! :)
Zapraszam na mojego facebooka na krótką filmową relację z dzisiejszej wyprawy.