sobota, 26 marca 2016

Rodzina + święta = katastrofa

Skłamałabym gdybym powiedziała, że moja rodzina jest idealna, że zawsze ze sobą rozmawiamy i nigdy się nie kłócimy. W końcu nie ma ludzi i rodzin doskonałych. W niektórych przypadkach sprawdza się powiedzenie, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu, ale nie z moją .... nie jesteśmy specjalnie fotogeniczni.

Dziś Wielka sobota, zaraz zasiądziemy do świątecznego stołu i prawopodobnie zjemy tyle, że już nigdy nie wstaniemy. Inne atrakcje też są gwarantowane, np. ciekawe dyskusje, bo najczęściej przy takich okazjach, każdy staje się ekspertem, a w naszych głowach otwierają się złogi "encyklopedycznej" wiedzy. Przynajmniej dzięki kolejnym dyskusjom na temat tego, czy nauczyciele mają większy wpływ na wychowanie dzieci niż rodzice obędzie się bez podnoszącej ciśnienie kawy. Niektórych jedzenie jajek z majonezem tak zmęczy, że usną na kanapie z papierkiem po cukierku w dłoni. 

Czy żałujecie czasami, że jesteście dorośli? Czy jest coś do czego byście wrócili? Ja czasami tak mam, szczególnie w święta.

Wróciłabym na przykład do szkoły. Nie brakuje mi lekcji i dostawania 1 z matmy. Jeżeli już to brakuje mi przerw pomiędzy lekcjami. Przerwy zawsze dla mnie miały swój klimat. Może nie te przed chemią, bo raczej wtedy martwilam się, że wyląduje pod tablicą z nieodrobioną pracą domową. 

Wróciłabym do małych rodzinnych tradycji. Kiedyś wszyscy chodziliśmy spacerkiem do kościoła poświęcić koszyczek. Musiałam mieć wtedy kapalusz na głowie i stukające lakierki - w tej kwestii niewiele się zmieniło. Po uroczystości wyjadałyśmy zawartość koszyczka, bo byłyśmy tak głodne, że mogłybyśmy upaść!

Teraz koszyczek wygląda nieco inaczej. W tym roku nasze święta powinny być wegetariańskie, bo mama nie włożyła kiełbaski do święcenia. Ale np. Pan Bulcio do koszyczka oprócz pokarmów wkłada mały bonus ... śrubkę od roweru żeby lepiej się jeździło. Dziś miał zabrać całe koło, nie wiem jak to się ostatecznie skończyło.
Będąc już nieco większe wstawałyśmy na Rezurekcje, która dla nas kończyła się wcześniej, bo Magdzie robiło się słabo od zapachu kadzideł. 

Lany Poniedziałek zawsze zaczynał się tak samo. Tata wkradał się do naszych pokoi i spryskiwał nasze stopy i twarze wodą. To było równoznaczne ze wstaniem z łóżka lewą nogą, szczególnie, że do dziś rano nie jestem najsympatyczniejszą osobą na świecie. Natomiast dziadek zaskakiwał nas przy śniadaniu i psikał tzw. fafa - butelka do sprykiwania kwiatów. 

To nie jest tak, że teraz nie mamy naszych małych rodzinnych tradycji. Oczywiście, że mamy, np. piątowe kolacje kiedy przyjeżdżam do rodziców na weekend. Może teraz też jest tak, że inaczej cieszymy się swoim towarzystwem. Doceniamy wspólne małe chwile. 
Tak czy siak bez względu na to, jak i czy wogóle obchodzicie Wielkanoc warto wykorzystać ten czas i spędzić go z rodziną i przyjaciółmi, 
nawet jeśli ma się to skończyć tradycjną świąteczną awanturką. 

Ciekawa jestem czy i Wy macie swoje małe wielkie tradycje.

2 komentarze:

  1. Spotkania rodzinne najczęściej wiążą się z jakąś kłótnią-no cóż- każdy ma inną osobowość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha ;D Świetnie zakończyłaś powiedzenie, że najlepiej z rodziną wychodzi się na zdjęciach ;D Tak prychnęłam śmiechem, że rozbudziłam śpiącą obok córę. Aj, bardzo chętnie wróciłabym do szkolnej ławy. Brakuje mi tej sielanki i minimalnych problemów.

    OdpowiedzUsuń