sobota, 9 kwietnia 2016

Koszmar miejskiego parkingu

Lubię prowadzić auto. Może nie jak jest ciemno, ale w innych sytuacjach, nie mam nic przeciwko. Uważam, że jestem dobrym kierowcą. Lepszym od Pana Bulcia. Tak mój drogi, mam na to dowód i świadków . Sam przyznałeś, że Ty lepiej prowadzisz tylko rower.

Kiedyś w liceum miałam koleżankę, która nie przepadała za skręcaniem w lewo - faktycznie, ja też wolę skręcać w prawo - dlatego jak jechała do szkoły, zawsze manewrowała tak, aby mieć zakręty w prawo. To jest dopiero przedsięwzięcie logistyczne.

Ja miewam problem z parkowaniem. Zaparkuje między dwoma samochodami, jeżeli nie stoją krzywo. Nie ma szans żebym zaparkowała tyłem, szczególnie między dwoma samochodami. Czasami się zgrywam, że udało mi się zaparkować tyłem, bo miejsce parkingowe przede mną było wolne, więc mogłam płynnie w nie wjechać. Równolegle zaparkuje, jeżeli mam odpowiednio długi pas i nie stoją pomiędzy inne samochody.

Rzadko stoję w linijkach. Jestem mistrzem parkowania. Mam to po mamie. Przejęłam też po niej udawanie, że ten samochód, który zajmuje dwa miejsca parkingowe nie jest mój. Wyobraźcie sobie sytuacje: mnóstwo ludzi otaczających pewien samochód (najlepiej Mini Countryman albo Clubman), fotografowie, dziennikarze, telewizja. Wszyscy komentują, dlaczego ten człowiek zatrzymał się jak ciołek. W tym ja potakująca na te komentarze, później wsiadam w owe auto i odjeżdżam pokazując wszystkim środkowy palec...


Prawdziwym wyzwaniem jest parking na moim osiedlu. Nasze miejsce w garażu podziemnym jest... nazwijmy to: mało ustawne. Mieści się między innym miejscem parkingowym, a blaszaną komórką lokatorską. Nasz samochód próbujący się wcisnąć w to miejsce wygląda niczym Sokół Millenium.

Kiedy jestem sama, zaparkuje na dwa razy, no dobra może na trzy, ale jak obok siedzi Pan Bulcio, zawsze dziwnym trafem parkuje na jakieś dziesięć razy i wychodzę z samochodu spocona. Dla ścisłości, to nie ja przytarłam samochód o blaszaną ścianę. Zrobił to Pan Bulcio, mistrz kierownicy rowerowej, przytarł nie tylko nasze auto, ale i naszego kolegi, który dał nam samochód na przechowanie. To się chłopak zdziwił.

Z dwojga złego lepiej byłoby przytrzeć samochód naszego sąsiada. Zdarłoby to tylko grubą warstwę kurzu i błota z jego samochodu.

P.S Pan Bulcio powiedział, że jak napiszę coś o nim to mnie pozwie. Czy są tu jacyś prawnicy?

5 komentarzy:

  1. Też mnie parkowanie przeraża... zawsze się boję, że w coś walnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie będzie przytyk,ale uważam, że Pan Bulcio ma rację. Piszesz, że jesteś szczęśliwą mężatką, a za każdym razem, gdy wspominasz o Panu Bulciu, robisz to w taki sposób, żeby go ośmieszyć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstrętna ze mnie żona, prawda? Piszę o mojej rzeczywistości z przymurużeniem oka, nawet dużym. Ja i Pan Bulcio jesteśmy dziwnym małżeństwem. Naszą wspólną cechą jest wrodzona złośliwość i dystans do siebie, to takie nasze przekomarzanki.
      A może tu jest drugie dno? Skoro "ośmieszanym" Bulcia to może nie jestem szczęśliwa. O zgrozo, nadinterpretuje teraz.
      Życzyłabym żeby wszystkie pary miały do siebie więcej dystansu :)

      Usuń
  3. Podobno ćwiczenia tworzą mistrza ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam ogromne problemy z parkowaniem :) Ciągle wydaje mi się, że mam za mało miejsca :) czasami muszę długo krążyć, aż coś znajdę... ale jeszcze nic nigdy nie przytarłam :D więc nie jest źle

    OdpowiedzUsuń