sobota, 23 kwietnia 2016

Ludzie, którzy chcą od życia więcej

Jakiś czas temu jechałam autobusem uprzejmości. Dla ścisłości nie był to autobus linii 509, który swego czasu prowadził wesoły kierowca. Z nim miałam przyjemność jechać dwa razy, wyjątkowo linią 516 i za każdym razem byłam zirytowana, bo było rano i nie miałam ochoty ani na "śmieszne" komentarze, ani na głośną muzykę. Nie był to też autobus w którym wszyscy sobie ustępowali miejsca. Był to autobus, który za wcześnie wyjechał z pętli, więc na przystankach był za wcześnie, dlatego na każdym stał i czekał na odpowiednią godzinę odjazdu, więc każda osoba, która myślała, że kierowca czeka właśnie na nią z zadyszką dziękowała za poczekanie.

Jechałam na ważne spotkanie, które miało zdecydować o mojej przyszłości zawodowej, byłam nieco zamyślona i pochłonięta scenariuszami, które mogą się wydarzyć. Do autobusu wsiadła grupa seniorów. Było to czterech mężczyzn, delikatnie mówiąc zwracali na siebie uwagę przez głośne konwersowanie. Dwóch z nich stanęło nieco dalej, a pozostała dwójka sprzeczała się o miejsce do siedzenia:
- Władziu siadaj, zasłużyłeś.
- Nie Heniu, Ty jesteś przystojniejszy więc siedź.
Miejsca były dwa, zmieścili by się oboje. Rozmawiali na prawdę głośno o "inteligentnym dziecku, które płacze bez łez i tym wymusza coś od swoich rodziców". Swoją drogą płakanie bez łez byłoby całkiem spoko. Gdyby na spotkaniu coś poszło nie po mojej myśli nie rozmazałabym całego makijażu. Widocznie nie jestem na tyle inteligenta by płakać bez łez...

Pomyślałam, że gdyby do tego autobusu weszła grupa młodzieży rozmawiająca na tym poziomie decybeli natychmiast zostałaby im zwrócona uwaga. Przecież tak głośno rozmawia tylko niewychowana i niekulturalna młodzież bez szacunku do starszych i innych współpasażerów. Żeby nie było nie mam nic przeciwko seniorom, ani rozmowom w autobusie. Po cichu sprzeciwiam się kiedy ktoś w autobusie puszcza swoją muzykę jakby był Dj'em. Zastanawiam się po prostu nad różnicą.

Swoją drogą Ci Panowie przypomnieli mi o innych seniorach. Swego czasu miałam przyjemność pracować z Grupą Seniorów w ramach Kawiarenki Międzypokoleniowej przy Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. To było jedno z fajniejszych doświadczeń w moim życiu. Wspólnie z przychodzącymi tam Seniorami jedliśmy przepyszne ciasta serwowane przez małą, międzykulturową piekarenkę. Uczestniczyliśmy wspólnie w zajęciach komputerowych, różnego rodzaju warsztatach artystycznych, czy konwersacjach z angielskiego.

Ci seniorzy w niczym nie przypominali mi stereotypowych babć ze złotymi rydwanami, bijącymi laską po nogach. To ludzie mający bagaż życiowych doświadczeń, których życie nie skończyło się wraz z pracą zawodową. Ludzie którzy chcą od życia jeszcze więcej. Angażujący się w akcje społeczne, piszący artykuły do prasy i występujący w amatorskich pokazach teatralnych. Niestety w niczym nie przypominają mi moich dziadków. Ich nowoczesność nie ogranicza się do obsługi komputera, czy wpisania numerów telefonów do spisu na komórce. Ich nowoczesność polega w nie dążeniu do stagnacji.
Pamiętam, że kiedyś powiedziałam Panu Bulciowi, że jak będę już pomarszczona nie chcę spoczywać na laurach. Chcę być aktywna, chcę podróżować i chodzić na dancingi o 16:30. 
Choć Bulcio uważa, że na starość będziemy mieszkać na Gran Canarii. Ja myślę, że co najwyżej wylądujemy nad Wisłą w domku po dziadkach Ciećkach.

Serdecznie pozdrawiam Panią:
- Elę od cudownych artystycznych zajęć, która bardzo mocno angażuje się społecznie i zawsze przyjeżdżała na rowerze,
- Halinkę z którą często siadałam z boku, piłam herbatę/kawę i miło rozmawiałam o tym co może przynieść mi przyszłość,
- i na koniec Panią Tereskę, którą ostatniego dnia przyniosła mi bukiecik kwiatków, mówiła do mnie Gonia i dała mi moją ulubioną letnią sukienkę w stylu boho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz