niedziela, 6 listopada 2016

Nagonka na poniedziałki

Nie cierpię motywacyjnego szmelcu. Chociaż moje wykształcenie powinno wskazywać na coś zupełnie odwrotnego. Nic na to nie poradzę, że motywacyjne książki, czy artykuły mnie demotywują.

Uważam, że pierwszy dzień tygodnia, czyli poniedziałek został przez nas ludzi bardzo skrzywdzony. Dlaczego tak bardzo nie lubimy poniedziałków? Każdy znajdzie powód: bo trzeba rano wstać, bo trzeba iść do pracy/szkoły, bo to mój dzień na wyprowadzanie psa rano, bo jestem zmęczona, bo będzie pomidorowa, bo po niedzieli powinien być dzień przejściowy i tak w nieskończoność.

Swoją drogą jeżeli pomiędzy niedzielą a poniedziałkiem znajdował się dzień przejściowy, znaleźlibyśmy powód żeby hejtować pierwszy dzień tygodnia roboczego. Sami jesteśmy sobie winni, bo się nakręcamy. W internecie jest mnóstwo poradników typu "Jak znieść poniedziałek z godnością". A może tak zgodnością wycofamy się z całej tej nagonki. Los nam daje ograniczoną liczbę poniedziałków powinniśmy się cieszyć każdym z nim, bo kiedyś wiecznie będziemy mieli sobotę.

Ja właściwie nie mam nic do poniedziałków. Za to czwartki to zupełnie inna sprawa. Z czwartkami przegrywam w przedbiegach. Piątków też nie lubię. To zaskakujące co? Szczególnie, że to ostatni dzień tygodnia i powinnam od rana śpiewać wniebogłosy: piątek, piąteczek, piątunio.


Jak jest u Was? Oficjalnie hejtujecie poniedziałki? 
Czy może przeganiacie je ćwicząc z Chodakowską?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz