niedziela, 20 listopada 2016

Najczęściej zadawane pytania

Dokładnie dziś mija pół roku od kiedy mamy swoje cztery kąty. W końcu jesteśmy na swoim. Poczucie bezpieczeństwa związane z tym, że nikt nie wypowie mi umowy oraz fakt, że mogę przestawiać meble do woli jest bezcenne. Już nigdy nie będę musiała wprowadzać się z jednym pudłem do wynajętego mieszkania. 

Co prawda moje przeprowadzkowe doświadczenia nie są zbyt duże. Miałam to szczęście, że rozpoczynając studia  trafiłam na kawalerkę w samym centrum Warszawy i bardzo długo było mi tam wygodnie. Później wylądowałam na obrzeżach miasta i nie wyobrażam sobie abym miała kiedykolwiek wrócić i mieszkać w centrum bądź w innej dzielnicy po której nie biegają dziki i lisy.

Od samego początku miałam jasno sprecyzowane plany, co do tego jak ma wyglądać nasze pierwsze mieszkanie. Wchodziłam do sklepu i bez zbędnych dyskusji, mówiłam: bierzemy to, to i jeszcze to. Dziękuję i dowiedzenia. Ja po prostu nie lubię przesmradzać się po sklepach. 

Podczas remontu stałam się specjalistką od wszystkiego. W trakcie pracy dostawałam tylko smsy: Pani Małgosiu jakiej szerokości ma być fuga w kuchni? Pani Małgosiu czy przenieść gniazdko w kuchni na inną ścianę? Pani Małgosiu czy montować .... ?
Widząc jakiś nowy mebel u znajomych lub kafelki, dokładnie wiedział gdzie i za ile były kupione. W końcowej fazie remontu odpowiadałam na kolejne pytania: gdzie znalazłam te płytki, czy były inne kolory, ile litrów farby kupić, etc. 

Kiedy już się wprowadziliśmy do mieszkania najczęściej zadawanym pytaniem było, czy dobrze się nam mieszka, tylko: jaki mieliśmy sen pierwszej nocy?
Serio?! Czy to na pewno aż takie ważne? Okazuje się że według słowiańskich przesądów pierwszy sen w nowym miejscu jest proroczy.


Cóż. Prawda jest taka, że pierwszej nocy była pełnia i strasznie padło, więc przewalałam się z boku na bok, myśląc kiedy w końcu zasnę. A jak już zasnęłam, to zastanawiałam się czy ja oby na pewno śpię. 

Chciałabym żeby pierwszej nocy przyśnił mi się pies Popek, albo chociaż kot Henias. Może wtedy Pan Bulcio zrozumiałby ze to przeznaczenie i powinniśmy przygarnąć jakiegoś zwierzaka. 

Niestety. Pierwszej nocy nie przyśniło mi się nic. Nawet kawałek psiego ogona. I co teraz?  Nie zwiastuje to raczej nieszczęścia. Czytając na forum jakie problemy maja nasi sąsiedzi to ani sufit nie spadł nam na głowy, ściany nie popekaly, a okna nie zachodzą parą. 

Opcje mogą być dwie:
1. Pan Bulcio w życiu nie zgodzi się na psa, albo chociaż kota.
2. Będziemy prowadzić nudne jak flaki z olejem życie, aż w końcu pojawi się w nim pies albo chociaż kot.

Co ciekawe, teraz kiedy na pytanie dotyczące pierwszego snu jest już za późno, jego miejsce zastąpiła inna paląca kwestia. Skoro uwiliśmy już sobie gniazdko marzeń, nasza sypialnia jest na tyle duża, że zmieściłby się w niej jeszcze jeden mebel, to kiedy w kocu pojawi się mały Bulbozaur?
Na moje ulubione pytanie, ulubiona odpowiedz: póki co w Waszych snach :) Jesteście skazani na nasze towarzystwo podczas imprez, chyba, że dostanę w końcu psa albo chociaż kota.

A Wy na jakie pytania odpowiadacie najczęściej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz