wtorek, 27 grudnia 2016

Blisko czy daleko siostry zawsze pozostaną połączone sercem - Szukając Noel

Znacie tą irytację kiedy trzymacie w rekach książkę i bardzo chcecie ją przeczytać, ale tak trudno się na niej skupić bo nie wpasowuje się w klimat który panuje dookoła. Ja tak miałam z Szukając Noel Richarda Paula Evensa. Zabrałam tą książkę na wakacje w Grecji i odłożyłam na bok, bo wydawała się być taka zimowa.  Później nie mogłam się doczekać i w końcu przeczytałam ją wczesną jesienią.
Głównego bohatera Marka poznajemy kiedy przeżywa prawdopodobnie najtrudniejszy moment w swoim życiu. Po stracie matki i domu nie może znaleźć sensu w swoim istnieniu. Jedyne co mu zostało to gówniana praca i drzazga w sercu po kłótni z ojcem. 

Mama Marka obdarzała go wieloma cennymi radami wieńczonymi złotymi myślami, jedną z nich czytamy już na początku: "Mama opowiadała mi, ze anioły czasem przebierają się za ludzi i schodzą na ziemię (...)".  Wspomniał te słowa w wieczór który miał zakończyć jego żywot, ale spotkał anioła, który na zawsze odmienił jego życie.

Powiem wam szczerze, ze po przeczytaniu drugiego rozdziału podejrzewałam, że Macy jest wytworem wyobraźni Marka i prawdopodobnie po tamtym wieczorze już jej nie spotka. To również na początku jest mylące, ponieważ nie jest to opowieść o poszukiwaniu anioła, który uratował Marka, ale także o poszukiwaniu anioła aniołowi.... tak wiem jak to brzmi, ale faktycznie ja tak interpretuje ta książkę. 

Jak się później okazuje Macy również ma podcięte skrzydła, ale w przeciwieństwie do Marka, ból który przepełnia jej dusze przekuwa na działania, które mają doprowadzić ją do celu.

To nie jest tylko książka o romantycznej miłości, którą tak ciężko jest obojgu przyjąć, bo wcześniej zostali skrzywdzeni, ale także o więzi silniejszej od wszystkiego... więzi sióstr. 

Szukając Noel to powieść grająca na emocjach, opowiadająca o przebaczeniu, prawdziwej przyjaźni oraz o tym, ze w dwójkę jest raźniej i problemy które spotyka się na drodze nie wydają się być aż takie trudne.

To przypadkowe spotkanie tych dwojga ludzi okazuje się być doskonale zaplanowane przez wszechświat, bo jak inaczej wyjaśnić to co ich połączyło. Czytając ostatnią stronę uśmiechniesz się, zamkniesz książkę i pomyślisz o tym jak wiele masz w życiu szczęścia.
W książce można doszukać się elementu cudu wigilijnego, ale dla mnie nie jest to typowa opowieść wigilijna. Bohaterowie walczą nie tylko o odzyskanie tego co w życiu utracili, lecz także o to co w jest im najlepiej znane, tylko zostało na trochę zaburzone. Walczą o poczucie bezpieczeństwa i przynależności do czegoś, tak aby wracając czuli, że to jest właśnie "tu", "(...) by poczuć, że istnieje na ziemie miejsce, które możemy nazwać domem. Bo każdy człowiek szuka przecież własnego domu."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz