poniedziałek, 19 czerwca 2017

Moja letnia oaza spokoju

Nie mam ręki do kwiatów, a jako dziecko mogłabym dać sobie włosy uciąć byleby dziadek dał mi ponosić ciężką, metalową konewkę. Pamiętam jak pomagałam mu podlewać pomidory, które uprawiał pod folią. O matko! Jaki to był zapach ...
Kiedy w zeszłym roku wszystkie kwiaty na balkonie zjadły mi mszyce, a surfinie i pelargonie pofarbowały mi płytki na balkonie, stwierdziłam, że nigdy więcej tego sobie nie zrobię.

Równocześnie nie mogłam zrezygnować z kawałka zielni pod własnym oknem i nie ukrywam pozazdrościłam sąsiadom, którzy relaksują się na balkonie z książką i różowym flemingiem na podłodze.

Do kupna podwieszanego fotela miałam kilka podejść, ale dopiero to ostatnie zakończyło się sukcesem. Co prawda los postanowił ze mnie zadrwić i w kartonie zabrakło najważniejszej śruby, która trzyma całą konstrukcję. Na szczęście trafiłam na bardzo miłego pracownika Leroy Merlin, który po prostu wyjął śrubę z fotela ekspozycyjnego i mi ją dał ;) - ma się ten urok osobisty.
A teraz niech się wali, pali, pada śnieg i chociaż miałabym 40 st gorączki (tak jestem meeeega przeziębiona) będę siedziała w moim bujanym fotelu. A jeśli chcecie zobaczyć relację z kupna fotela kliknijcie w zdjęcie poniżej.
Jakie kwiaty królują na Waszych balkonach?

piątek, 16 czerwca 2017

Jak to jest być żoną kolarza? - VlogAlert

Korzystając z wolnego dnia w środku tygodnia pojechaliśmy do Puław, 
które musiały przetrwać kolarski najazd. Zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji!
Aby obejrzeć vloga kliknij w zdjęcie :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Bycie sobą to najtrudniejsza rzecz jaką możemy zrobić

Do kitu jest bycie dorosłym. Żebyśmy mieli jasność: nigdy, przenigdy nie wróciłabym do szkoły. Zawsze męczyło mnie pakowanie ludzi w pewne ramy. Musisz być taka, a nie siaka, powinnaś zachowywać się tak, a nie inaczej, Twoi rówieśnicy mają lepsze oceny, grzeczniejszych znajomych, powinnaś być bardziej otwarta ... sratatata. Stresowało mnie robienie czegoś tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekiwał. Dlatego się buntowałam.
"(...) są osoby, które uważają, że istnieją pewne rodzaje ludzi, a potem starają się być tacy, jak jeden albo drugi rodzaj. Ale mamy też takich, którzy wyśmiewają teorię rodzajów i nie pozwalają się się grzecznie zaszufladkować w ramach jakiejś żałosnej ograniczonej kategorii."

Męczył mnie i dusił wyścig do osiągnięcia jak najlepszych wyników. Czy to, że miałam dwóję z matmy, chemii i fizyki sprawiło, że dziś jestem gorsza? Absolutnie nie. Już dziś wiem, że wygrałam życie, mimo tego, że chowałam książki pod poduszkę podczas snu, aby wiedza sama weszła przez ucho. Żeby nie było: nie byłam totalnym nieukiem, po prostu nie zawsze było mi po drodze na lekcje z niemieckiego :P

Bolało mnie, kiedy rówieśnicy wystawiali mnie na potężne próby osobowościowe, kiedy śmieli się ze mnie bo mam gorsze stopnie, dziwne buty, czy wyłupiaste oczy. Jednocześnie rozpierała mnie duma kiedy nie ulegałam presjom. Nigdy nie dałam się wpakować w żadne ramy i chociaż nie raz przypłaciłam to łzami i spędzałam sen z powiek moi rodzicom, to dziś wiem, że moje zachowanie w okresie dojrzewania doprowadziło mnie do tego kim jestem dziś. A jestem zdecydowaną, dorosłą kobietą, która zawsze stawia na swoim.

"(...) A potem któregoś dnia zaczniesz szukać siebie w lustrze i nie będziesz w stanie się zidentyfikować - będziesz widzieć jedynie wszystkich innych. Będziesz wiedział, że zrobiłeś to, czego inni po tobie oczekiwali. Zasymilujesz się. Znienawidzisz się za to, bo będzie za późno."

I to są dla mnie słowa, które powinna usłyszeć każda dorastająca osoba. Powinna zostać zapewniona, że wszystko jest z nią okej. To nic, że dziś miała gorszy dzień, albo rok szkolny. Ważne żeby wiedziała, że każda decyzja do czegoś prowadzi, że może mieć nie zawsze przyjemne konsekwencje.
Cieszę się że mam za sobą dojrzewanie, chodzi mi o to z wieku nastoletniego, bo przecież nadal dojrzewam. Jestem jak wino, z wiekiem lepsza i mam lepszy kolor ;)

Cytaty pochodzą z powieści Matthew Quick'a "Wszystko to co wyjątkowe", którą z pewnością poleciłabym tym, którzy codziennie walczą z samym sobą. W tym całym zwariowanym świecie łatwo zgubić swoją drogą, a dla akceptacji otoczenia gotowi są zrezygnować z największej wartości w życiu: SIEBIE. Książka ta jest kompasem, który być może nie jednego już człowieka pokierował tam, gdzie być powinien.
Ale czadowo to ujęłam, nie?!

sobota, 3 czerwca 2017

Nigdy nie bądź tłem

Miałam kontuzję głowy. Prawdziwą, niewymuszoną, przewlekłą kontuzję funkcji myślowych. Ostatnio byłam wszędzie - byle nie tu. Wiecznie na kursie praca-dom. Stwierdziłam, że nic na siłę - jeśli nie mogę napisać nic z czego jestem zadowolona, to po prostu tego nie będę robiła i nie będę miła do siebie o to żalu. Czuję letni przypływ energii i chęci do zrobienia czegoś nieprzeciętnego. Poza tym moi fani tęsknią za błyskotliwymi spostrzeżeniami.

Przez chwilę byłam w małym zawieszeniu, nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego jak bardzo wpływa to na moje samopoczucie, ale w końcu stwierdziłam: niech się dzieje wola nieba - jak nie teraz, to złapię pociąg z następną szansą. Co ciekawe: ludzie zmieniają swoją opinie w zależności od tego w  którą stronę wieje Twoja flaga (to przenośnia stanu psychicznego). Dlatego nie słuchajmy innych, kiedy czujemy, że nie są wobec nas szczerzy.

Dodatkowo czułam się jak jakieś tło, a ja nie lubię być tłem ...  no i nie chcę. Bycie odnośnią do podejmowania decyzji o Tobie bez Ciebie jest do bani. Dopasowywanie się do schematów, których nie czujesz też nie powinno zawracać Ci głowy.  Nie będę i nie jestem jakimś tam starym, szarym tłem, dzięki któremu inni czują się lepiej. Ja jestem główną bohaterką mojej własnej historii i jeśli komuś z tym źle i postanowi zabrać moją energię może mieć z tym problem w dalszej perspektywie... bo to odbije się czkawką, bynajmniej nie na mnie ;)
Ja się wyleczyłam, ale niektórzy  muszą żyć ze stałą kontuzją głowy, nie zdając sobie sprawy z tego, że budują sobie tylko tło do życia nie grając w nim głównej roli. Bosz! jakie to mądre ;)

poniedziałek, 27 marca 2017

#motywacja - nie bój się nie skołczuję Cię w tym poście

Dla tych którzy są bardziej aktywni w social media nie muszę tłumaczyć czym są hasztagi. Co się stanie jeśli użyjecie hasztagu "motywacja"? Jakie zło czai się za rogiem kiedy nieopatrznie staniecie się targetem?

Tajemnicą nie jest to, że prowadzę bloga. Dla tych, którzy nie zdawali sobie z tego sprawy może być to małe zaskoczenie. W różny sposób daję o sobie znać. Wstawiam informację na facebooka i instagrama, spamuje znajomych, czasami chowam się w lodówce i z niej wyskakuję.

Ostatnio czuję, że mam na prawdę dobry czas. Odpuściły mnie zimowe smuteczki, poczułam powiew świeżości, zdystansowałam się, zdałam sobie sprawę, że przecież coś mnie czeka. Znalazłam swój plan B, a nawet C, gdyby coś nie wypaliło.
Zbyt wiele pozytywnych emocji otrzymałam by coś miało mnie zniechęcić. Jeśli dawno nie mieliście w sobie takiego uczucia to koniecznie je przywołajcie lub szukajcie drogi by to poczuć. A to owo coś nazywa się "motywacja", kiedyś znane również pod hasłem "nadzieja na lepsze jutro". Ponieważ poczułam, że muszę się podzielić tym uczuciem z resztą świata - puściłam w eter zdjęcie i bez zbędnych wstępów dodałam hasztag "motywacja"... i wtedy się zaczęło. Stałam się targetem dla napakowanych trenerów personalnych, którzy wcale nie zachęcili mnie do skorzystania ze swoich usług.

Mój profil masowo zaczęło obserwować kilku Medżik Majków (z całym szacunkiem - nie mój typ), którzy na bank zaprojektowaliby mi ciało marzeń. Wpadłam do lajfstajlowej grupy docelowej.  A ja chciałam tylko dać znać, że jest mi w życiu dobrze. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak pracować nad sześciopakiem, ale zanim to - najpierw masa, później rzeźba. Tak to się chyba mówi, no nie?!
P.S A żeby tego było mało dowiedziałam się, cytuję: 
w przyszłości będzie można polecać Twój profil.
Ja się polecam już teraz i niech moc będzie z Wami!

wtorek, 21 marca 2017

Upsi! Huston mamy probelm

Czy zdarzyło Ci się popełnić małą gafę? No raczej... zdziwiłabym się gdyby ktoś odpowiedział, że nigdy. Moją małą gafą było przytarcie samochodu na naszym osiedlowym parkingu. Kiedy już zorientowałam się, że samochód jest nie tylko przerysowany, po całej długości o filar, ale też wgnieciony - bo zamiast się wycofać, dalej jechałam do przodu - trzymałam wysoko uniesioną głowę i publicznie nie okazałam słabości.
A czy zdarzyło Ci się popełnić błąd? Oczywiście, że tak. Przecież każdy popełnia mniejsze lub większe błędy. Co wtedy? Mam dla Ciebie odpowiedź: odetnij sobie język i pław się w swojej porażce. Albo kiedy jest już za późno i transformator czasu nie chce zadziałać, pamiętaj:

1. Nie czuj się jak głupek. Nie odtwarzaj tej sytuacji w nieskończoność. Powiedz na głos: spróbuję jeszcze raz i jeszcze raz, aż mi się uda.
2. Jesteś nieustraszonym bohaterem, bo nie boisz się pomyłek.
3. To fantastyczna rozrywka. Życie usłane samymi sukcesami byłoby nudne.
4. Pomyłki świadczą o tym, że podejmujemy próbę, działamy, a to z jakim skutkiem pokaże czas.
5. Wypij toast za dobrą lekcję życia! Za kilka lat będziesz pamiętać tylko o sukcesie, a nie o tym, czego nie udało Ci się zrobić ze strachu.
i najważniejsze

6. Idziesz do przodu. Podnosisz się, poprawiasz koronę i zasuwasz dalej!

Przecież to takie łatwe, no nie?!

czwartek, 16 marca 2017

Stuku puku - idą goście

Nie od dziś wiadomo, że bardzo lubię zapraszać do siebie gości żeby móc przygotować dla nich małą ucztę. Gotowanie i planowanie to czynności, które wychodzą mi całkiem nieźle, a kiedy mogę to połączyć czuję się niczym perfekcyjna Pani Domu.

Nie wiem kiedy i gdzie nauczyłam się gotować. Zapewne podpatrywałam mamę, kiedy to ona przygotowywała posiłki dla całej naszej rodziny na co dzień i od święta. Długo nie mogłam doczekać się chwili kiedy będę mogła to robić po swojemu, więc kiedy przyjeżdżają do nas moi rodzice lub po prostu znajomi przygotowuje dla nich "moje" specjały. Nasze bulciowe mieszkanie nie jest przystosowane do przyjmowania dużych grup gości, które oczekiwały by wielkiej uczty przy stole, ale... przy dobrej organizacji można przygotować małe standing party.
Całkiem niedawno miałam okazję przygotować takie przyjęcie dla mojej rodziny (już kolejny raz:)). Oczywiście mama dzwoniła i pytała: może upiekę ciasto? może coś ugotuję, a Ty tylko podgrzejesz. Wtedy odpowiedziałam: MAMO! sama mówiłaś: jak będziesz miała swoje mieszkanie to będziesz nas gościła po swojemu. Długo zastanawiałam się co przygotować dla 8 osób, żeby było co podjeść, ale przy tym się mocno nie narobić. Poniżej znajdziecie kilka porad i inspiracji na małe przyjęcie w luźnej atmosferze.

1. Opracuj plan działania
- policz dokładnie liczbę gości
- poszukaj inspiracji w każdym możliwym miejsce
- spisz listę wszystkich dań, które wychodzą Ci najlepiej, a następnie wykreśl z listy te, których nie przygotujesz tym razem

Kilka pomysłów na przekąski
Deska serów
Coś do pochrupania oraz guacamole i hummus
2. Lista rzeczy do zrobienia

- przygotuj listę zakupów - przygotowując listę zakupów myślę o sklepie w którym najczęściej robię zakupy, pamiętam mniej więcej rozmieszczenie produktów w sklepie, dlatego spisuję listę zgodnie z działami, dzięki temu unikam biegania po sklepie i zaoszczędzam czas
- przygotuj plan dnia - jak chcesz ustawić posiłki, w czym je podasz, które kąty w mieszkaniu zostały do sprzątnięcia
- rozplanuj przygotowywanie potraw, zastanów się co możesz przygotować dzień wcześniej
- sprzątaj po każdej czynności - unikniesz sterty naczyń w zlewie

3. Ogarnij się wcześniej

- bądź gotowa na przyjęcie gości w każdej chwili - przygotuj sobie outfit dzień wcześniej
- poproś o sms'a kiedy Twoi goście będą wyjeżdżali z domu - obliczysz czas, a potrawy nie będą zimne, albo suche

Danie główne: risotto z łososiem, przepis na podobne znajdziecie tu.
Weekendy sprzyjają towarzyskim spotkaniom, jest jeszcze czas aby takie zaplanować. A na niezobowiązujące spotkanie poleca się:

Sałatka a'la cezar
Składniki:
duża sałata rzymska (jeśli akurat nie ma, wybierz mieszankę sałat - z doświadczenia wiem, że sama lodowa się nie nadaje)
6 plasterków wędzonego boczku
podwójna pierś z kurczaka
250 g pomidorków koktajlowych
puszka sardynek w oleju
cztery łyżki startego parmezanu
2 żółtka
łyżka majonezu (opcjonalnie)
olej
ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku
przyprawa do kurczaka

Podsmaż boczek, tak aby stał się chrupiący. Pierś z kurczaka pokrój w grubszą kostkę, dopraw przyprawami i podsmaż na patelni z tłuszczem który wytopił się z boczku.
Sardynki odsącz z oleju i razem z czosnkiem rozdrobnij w blenderze. Dodaj żółtka blenduj stopniowo dolewając olej - ubijaj na konsystencję majonezu. Pod koniec ubijania dodaj dwie łyżki parmezanu oraz dopraw do smaku pieprzem i solą. Jeżeli konsystencja dresingu Cię nie zadowala dodaj łyżkę majonezu - ja dodaję tak czy siak ;)
W dużej misce wymieszaj porwaną na mniejsze kawałki sałaty z przekrojonymi na pół pomidorkami. Dodaj ostudzonego kurczaka i boczek. Wszystko rozmieszaj z dresingiem, a na koniec posyp pozostałym parmezanem. Podawaj z chrupiącą bagietką. 
To co, kto zaprasza gości w sobotę? :)

wtorek, 7 marca 2017

Nie walę głową w mur

Przetrwałam pierwszy dzień po urlopie przetrwam i kolejne. Ile to ja się naczytałam: syndrom stresu pourlopowego - co to jest? jak temu zaradzić? 10 sposobów na bezstresowy powrót do pracy itp, idt.

Nie twierdzę, że po okresie wzmożone wypoczynku powrót do pracy wiąże się z niemiłym uczuciem w przełyku, tzw gulą. Czytasz te miliony maili, nie znasz odpowiedzi na pytania, które pojawiają się po nieobecności w pracy, ziemia osuwa Ci się spod stóp i masz ochotę wyskoczyć przez okno.  
Nie oszukujmy się: pierwszy dzień po urlopie nigdy nie jest najproduktywniejszym dniem w roku. Musimy się odnaleźć na nowo w pracowej przestrzeni, odgrzebać z zaległości i wdrażać stary plan działania, godzina po godzinie, aż w końcu zapomnimy o tym, że przez ostatnie dni nie ruszyliśmy nawet palcem. Nie oczekuj od siebie 100% normy kiedy organizm nie jest na to gotowy. 
Koniec z tym pierdzieleniem. Srelemorele. Miałam napisać inteligentnego posta o stresie pourlopowym, ale wiecie co?! Mam to gdzieś. Dlaczego my ziemianie zawsze przewidujemy najciemniejszy scenariusz? Obróćmy to wszystko na dobrą kartę. Powiedzmy sobie otwarcie, może to uczucie to wcale nie jest stres, tylko ekscytacja, fala nowej motywacji do pracy, która już za chwile będzie uwolniona. To uczucie to mobilizacja i powrót sił do działania. Czy to nie brzmi lepiej?

Jestem oazą spokoju.

piątek, 3 marca 2017

Narty z Prezydentem

Ostatni dzień urlopu zdecydowanie na plus. Pogoda dopisywała przez cały wyjazd, więc i dziś nie mogło być inaczej.
Słuchajcie, to jest na prawdę dziwne, jak bardzo nie umiem określić się co do jazdy na nartach. 
Z jednej strony jest to ten sport dzięki któremu zupełnie potrafię się wyłączyć, nie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, żeby dojechać żywym na dół. Z drugiej strony ile razy już liczyłam straty za karnet i narty gdybym zdecydowała się już nie jeździć. Wydaje mi się że jeżdżę na nartach tylko dlatego, że jestem zbyt uparta żeby odpuścić, no bo kto jak nie ja?! :)
Zapraszam na mojego facebooka na krótką filmową relację z dzisiejszej wyprawy.

czwartek, 2 marca 2017

Schronisko smaków

Wczoraj mieliśmy okazje zjeść obiad w Bukowinie Tatrzańskiej w restauracji Magdy Gessler Schronisko Smaków. W restauracji było tłoczno, ale nie była pełna. Dostaliśmy stolik w kąciku pod oknem, zupełnie na uboczu, co bardzo mi odpowiadało, niestety miejsca z widokiem na góry były zajęte. Restauracja ma bardzo miły, nienachalny górski klimat. Zawsze w góralskich knajpach czuje się przytłoczona zanurzonymi w kurzu bzdetami. Natomiast atmosfera tej knajpy bardzo przypadła mi do gustu.  Biała na zewnątrz, a środku naturalne drewno z białymi akcentami, a na jego tle różne lustra. Nie miałam okazji zrobienia zdjęć wnętrza, gdyż nie chciałam przeszkadzać innym gościom. Poniżej zdjęcia ze strony schroniskosmakow.pl
Czekając na kelnera już przekreślała to miejsca w myślach, ponieważ wydawało się że o nas zapomnieli. Pani przechodziła od stolika do stolika wydając jedzenie lub zabierając puste talerze, a nas omijała magicznym łukiem. Już odliczałam czas, ale na szczęście podeszła w ostatniej chwili.
Zdecydowaliśmy się na dwudaniowy obiad.
Przystawki
Ser górski (nie jestem pewna czy był to prawdziwy oscypek, tak smakował ale nie mam pewności ;)) w sezamowej panierce ze szczypta czarnuszki, która dodawała lekko pieprzny posmak. Do sera podana była żurawinowa galaretka, która miała tak dziwna konsystencje że aż wciągająca. Wszystko razem w połączeniu było na prawdę bardzo smaczne. Właśnie ta potrawa zachęciła mnie do odwiedzenia restauracji.
Tatar Pana Bulcia był okej. Nieco twardy, cienko doprawiony. Podany był ze słonym chrustem. Mój dziadek robi lepszego.
Dania główne
Pieczony pstrąg polany klarowanym masłem oraz posypany migdałkami i orzechami laskowymi. Do tego dobrałam pęczak z grzybami. Rybka smaczna, dobrze doprawiona, w środku wyczuwana była nutka kopru. Ości same odchodziły od mięsa.
Podobno burgera z Momu trudno pobić. Tutaj zdecydowanie poszli w górę niż w szerz i zjedzenie tego potwora graniczy z cudem. Oczywiście Pan Bulcio powiedział ze nie będzie jadł burgera widelcem i jakoś sobie poradził, nie pytajcie jak to wyglądało .... :P W burgerze znalazł się chrupiący bekon, ser cheddar, ogórek konserwowy, pomidor oraz relish (czyli taki sosik pomidorowy). Duży plus za prawdziwe domowe frytki, smakowały jak te robione przez moja mamę.
Niestety ogromnym minusem dań głównych jest to że są podawane saute. Już za sama składnik podstawowy dania głównego cena jest wygórowana, a do tego trzeba dobrać jeszcze jakieś dodatki. Cenowo jest to wyższa poprzeczka warszawska, no ale czego można było się spodziewać po knajpie sygnowanej przez znaną osobę
Jeśli kiedyś znajdziecie się w okolicy polecam wstąpić na gorącą dyniową lemoniadę i oscypka z galaretką żurawinową, resztę dań w tym samym wydaniu, a o połowę tańszą znajdziecie np. w Litworowym Dworze w Białce.
Pozdrowienia ze słonecznych gór!

niedziela, 26 lutego 2017

Ładuje akumulatory

Mój cel na najbliższe dni jest jeden: RELAKS. Mam zamiar znaleźć równowagę we wszystkim co robię. Nabrać dystansu do codziennych obowiązków i toksycznych sytuacji. Znalazłam się 
w najlepszym do tego miejscu. 
Jak to gdzieś przeczytałam: odpoczynek jest czasem, kiedy regeneruje się Twoja wewnętrzna energia życiowa. Ja swoją dziś zregeneruje w jacuzzi. A żeby tak kolorowo nie było: głowie ulży, kiedy wysilą się mięśnie. Dlatego na jutro nastrajam się na tryb narciarki:)
   Do miłego! 

Strategia pakowania - wyjazd w góry

W końcu jedziemy na urlop. Po całej przeprawie z ustalaniem terminu i różnych perypetiach udało się. Punktualnie o 7:00 wyjeżdżamy na narty.
Przyznaje się jestem "ogromną fanką" jazdy na nartach. W ogóle jestem fanką sportów ekstremalnych... oczywiście odzywa się we mnie wrodzona złośliwość. Już sama jazda we wpinanych butach kolarskich jest dla mnie maksymalnie ekstremalna, a co dopiero narty. 

Żartuje! Nie demonizujmy, mam dożywotni karnet na instruktorów narciarstwa ;)
Pakowanie się na wyjazd bywa trudne i męczące jeśli nie wiemy jak się do tego zabrać. Ja mam wieloletnią praktykę bycia słoikiem, więc opanowałam ten sport do perfekcji i mam swoją metodą, która zależy od tego gdzie i na ile się wybieram. Inną technikę pakowania obrałabym na tygodniowy wyjazd do Hiszpanii, a jeszcze inną na długi weekend poza miastem. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, ponieważ w przyszłości pewnie i o tym napiszę.

1. Huragan
Wyjmuję wszystkie ubrania, które chciałabym zabrać, oczywiście zachowując zdrowy rozsądek, nie wyjmuję całej szafy. Przy wyjeździe typowo sportowym sprawa jest ułatwiona, bo myślę tylko o tych ubraniach, które są wygodne i sportowe. Wybrane ubrania układam w sekcje: oddzielnie spodnie, swetry, podkoszulki, ubrania sportowe i buty. Zawsze zabieram co najmniej dwie pracy spodni, na wszelki wypadek gdybym np. poplamiła jedne. 

2. Naturalna selekcja
Staram się żeby wszystkie moje rzeczy zmieściły się w jednej walizce, dlatego weryfikuje przygotowane wcześniej ubrania. Pakując się dokonuje naturalnej selekcji, które z tych rzeczy raczej mi się nie przydadzą i tak właśnie zrezygnowałam z jednej pary butów i dwóch swetrów.

4. Kosmetyki 

Jadąc na urlop zawsze wybieram nowy, nigdy wcześnie nie kupowany przeze mnie żel pod prysznic. Dzięki temu wracając do niego w przyszłości zapach kojarzy mi się z relaksującym czasem. 
Zabiorę też ze sobą dobry zestaw nawilżający, bo zimne powietrzy na pewno odbije się na mojej już 
i tak styranej antybiotykami przeciwtrądzikowymi cerze. Ponieważ jedziemy samochodem mam ten komfort, że mogę zabrać dużą kosmetyczkę luzem.

5. Bagaż podręczny - plecaczek 

Ostatnio zachorowałam na punkcie casualowych plecaków. W moim oprócz oczywiście portfela 
i okularów przeciwsłonecznych znajdzie się książka, notatnik gdyby naszło mnie na pisanie i coś do picia. 
Drobne rzeczy takie jak: słuchawki, krem do rąk, wazelina do ust, coś przeciwbólowego i chusteczki higieniczne pakuje do małej kosmetyczki, żeby w razie potrzeby łatwo odnaleźć je w plecaku. 
 Dajcie znać, czy wypróbujecie moją technikę pakowania, a może macie swoją? 
Chętnie się dowiem.

Spodziewajcie się relacji z wyjazdu :)
Urlop czas start!