niedziela, 22 stycznia 2017

Nigdy, przenigdy nie zapominaj

Dobra. Wyobraź sobie, że jutro się budzisz i nie wiesz jak masz na imię, gdzie jesteś, nie wiesz nawet, czy łóżko w którym leżysz jest Twoje. Myślisz sobie: zwariowałem.
Widzisz się w lustrze i zastanawiasz się, czy odbicie jest Twoje... To na prawdę ja?! Potrafisz rozpoznać uczucie lęku, ale nie wiesz, że masz na plecach tatuaż, ani, że los spłatał Ci takiego figla...
Wiesz jak oddychać i umiesz korzystać z nawigacji w komórce, ale zastanawiasz się, czy dom do którego zmierzasz na pewno jest Twój.

Wydarzenia opisane w książce Never, Never dzieją się w Nowym Orleania. Para głównych bohaterów Charlie i Silas w niewyjaśniony sposób tracą pamięć. Będą starali się odzyskać dawne życie, ale czy to oby na pewno dobry  pomysł? Czy po poznaniu prawdy o samych sobie nadal będą chcieli żyć starym życiem? Czy może wykorzystają szansę jaką dał im los na zapisanie czystej karty?
Czytając spoiler książki wydawało mi się że będzie to opowieść o dorosłych osobach. A tutaj bohaterowie okazują się nastolatkami, ale są to bardzo dojrzale osoby. Autorki stworzyły postacie, które doskonale nazywają swoje uczucia, ale nadal wpisują się one w burzę nastoletnich hormonów.

Ta książka mnie przeczołga emocjonalnie, trzymała w napięciu, a w moim brzuchu fruwały motyle na myśl o Silasie...Tak zadurzyłam się w głównym bohaterze. Nie wiem dlaczego ale dokładnie potrafiłam go sobie wyobrazić w czarnym podkoszulku. Nie chcę zdradzać Wam szczegółów, ale zaimponował mi tym, że każdego dnia chciał rozkochiwać w sobie Charlie.

Wkurza mnie tytuł tej książki. Dlaczego u licha nie został przetłumaczony?! Wtedy książka wydawałaby się jeszcze bardziej tajemnicza, a tak brzmi jak tytuł piosenki Justina Bibera - nie to żebym była jakąś znawczynią jego twórczości ;)
Krótko, zwięźle i na temat powiem Wam,
 że gdybym miała więcej czasu przeczytałabym tą książkę w jeden dzień, bo tak wciąga!

2 komentarze: