niedziela, 26 lutego 2017

Ładuje akumulatory

Mój cel na najbliższe dni jest jeden: RELAKS. Mam zamiar znaleźć równowagę we wszystkim co robię. Nabrać dystansu do codziennych obowiązków i toksycznych sytuacji. Znalazłam się 
w najlepszym do tego miejscu. 
Jak to gdzieś przeczytałam: odpoczynek jest czasem, kiedy regeneruje się Twoja wewnętrzna energia życiowa. Ja swoją dziś zregeneruje w jacuzzi. A żeby tak kolorowo nie było: głowie ulży, kiedy wysilą się mięśnie. Dlatego na jutro nastrajam się na tryb narciarki:)
   Do miłego! 

Strategia pakowania - wyjazd w góry

W końcu jedziemy na urlop. Po całej przeprawie z ustalaniem terminu i różnych perypetiach udało się. Punktualnie o 7:00 wyjeżdżamy na narty.
Przyznaje się jestem "ogromną fanką" jazdy na nartach. W ogóle jestem fanką sportów ekstremalnych... oczywiście odzywa się we mnie wrodzona złośliwość. Już sama jazda we wpinanych butach kolarskich jest dla mnie maksymalnie ekstremalna, a co dopiero narty. 

Żartuje! Nie demonizujmy, mam dożywotni karnet na instruktorów narciarstwa ;)
Pakowanie się na wyjazd bywa trudne i męczące jeśli nie wiemy jak się do tego zabrać. Ja mam wieloletnią praktykę bycia słoikiem, więc opanowałam ten sport do perfekcji i mam swoją metodą, która zależy od tego gdzie i na ile się wybieram. Inną technikę pakowania obrałabym na tygodniowy wyjazd do Hiszpanii, a jeszcze inną na długi weekend poza miastem. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, ponieważ w przyszłości pewnie i o tym napiszę.

1. Huragan
Wyjmuję wszystkie ubrania, które chciałabym zabrać, oczywiście zachowując zdrowy rozsądek, nie wyjmuję całej szafy. Przy wyjeździe typowo sportowym sprawa jest ułatwiona, bo myślę tylko o tych ubraniach, które są wygodne i sportowe. Wybrane ubrania układam w sekcje: oddzielnie spodnie, swetry, podkoszulki, ubrania sportowe i buty. Zawsze zabieram co najmniej dwie pracy spodni, na wszelki wypadek gdybym np. poplamiła jedne. 

2. Naturalna selekcja
Staram się żeby wszystkie moje rzeczy zmieściły się w jednej walizce, dlatego weryfikuje przygotowane wcześniej ubrania. Pakując się dokonuje naturalnej selekcji, które z tych rzeczy raczej mi się nie przydadzą i tak właśnie zrezygnowałam z jednej pary butów i dwóch swetrów.

4. Kosmetyki 

Jadąc na urlop zawsze wybieram nowy, nigdy wcześnie nie kupowany przeze mnie żel pod prysznic. Dzięki temu wracając do niego w przyszłości zapach kojarzy mi się z relaksującym czasem. 
Zabiorę też ze sobą dobry zestaw nawilżający, bo zimne powietrzy na pewno odbije się na mojej już 
i tak styranej antybiotykami przeciwtrądzikowymi cerze. Ponieważ jedziemy samochodem mam ten komfort, że mogę zabrać dużą kosmetyczkę luzem.

5. Bagaż podręczny - plecaczek 

Ostatnio zachorowałam na punkcie casualowych plecaków. W moim oprócz oczywiście portfela 
i okularów przeciwsłonecznych znajdzie się książka, notatnik gdyby naszło mnie na pisanie i coś do picia. 
Drobne rzeczy takie jak: słuchawki, krem do rąk, wazelina do ust, coś przeciwbólowego i chusteczki higieniczne pakuje do małej kosmetyczki, żeby w razie potrzeby łatwo odnaleźć je w plecaku. 
 Dajcie znać, czy wypróbujecie moją technikę pakowania, a może macie swoją? 
Chętnie się dowiem.

Spodziewajcie się relacji z wyjazdu :)
Urlop czas start!

sobota, 25 lutego 2017

Wychylę lampkę szampana z moją weną - rozdanie z okazji rocznicy bloga

28 lutego otworzę szampana, stuknę się kieliszkiem ze swoją weną oraz silną wolą i wszystkie trzy będziemy świętować pierwszą rocznicę bloga. 
Jest wiele rzeczy który chciałbym w życiu robić. Chciałbym jeść i nie tyć, chciałabym mieć formę bez treningu, chciałabym podróżować, chciałbym żeby stan mojego konta nie topniał w zatrważającym tempie. Chciałam prowadzić bloga, ale pech chciał, że jestem perfekcjonistką. 
Nie ukrywam, że faktycznie jest co świętować, bo wcześniejsze próby prowadzenia bloga kończyły się kasowaniem wszystkich treści i udawaniem, że nigdy czegoś takiego nie próbowałam. Niestety kiedy coś nie przybiera takiego kształtu jakbym chciała bardzo łatwo się zniechęcam i rezygnuje, tak właśnie było z blogowaniem. Dojrzałam do decyzji o ostatecznej formie i puszczeniu tej informacji w świat. Utworzyłam nawet stronę na Facebook'u, żeby nie spamować znajomych, którzy sobie tego nie życzą. 

Dlatego jestem dumna, że to miejsce nadal istnieje i coraz bardziej mi się podoba. Cały czas uczę się przebywania w blogosferze, a największy problem bywa z byciem aktywnym tutaj na pełnych obrotach, ale pracuję nad tym. W tym wszystkim nie chodzi o komentarze i sztuczne dodawanie " hm fajny post, zapraszam do mnie", ale o obecność, ciepłe słowa, które słyszę od znajomych i znajomych znajomych, o tym, że widzieli i czytają. Największym komplementem było stwierdzenie, że blog jest dokładnie taki jak ja. Na  bieżąco śledzę liczbę wyświetleń bloga i przeszła ona moje najśmielsze oczekiwania, bo wiem, że ani ja, ani moja rodzina nie nabija sztucznie tej liczby.

Wszystkim tym, którzy są tutaj obecni bardzo dziękuję i mam dla Was niespodziankę. Na moim facebooku pojawiło się rozdanie w którym możecie wciąć udział i zgarnąć ten oto uroczy zestaw. 
Chcę zaznaczyć, że prezenty zostały przygotowane własnoręcznie,
 więc mają jeszcze większą wartość ;) 
Więcej szczegółów na ten temat znajdziecie na moim Facebook'u.
Wspaniale jest być człowiekiem z pasją!
Dziękuję!

piątek, 24 lutego 2017

15 faktów o mnie

1. Po kryjomu bawiłam się lalkami Barbie do 2 gimnazjum.
2. W podstawówce wkładałam chipsy do kanapki.
3. Kiedy jest mi zimno bywam niemiła. Bardzo.
4. Rano nie jestem tak gadatliwa.
5. Nigdy nie robię siusiu w pociągu, ani w żadnym innym środku transportu dalekobieżnego. Nigdy. Chociaż miałabym się zlać w gacie.
6. Potrafię chodzić w szlafroku cały dzień. To mój ulubiony strój.
7. Cały regał w moim nastoletnim pokoju zawalony jest starymi pamiętnikami.
8. Kiedy bardzo chce mi się spać, a nie mogę, albo ktoś mi przeszkadza mogę się popłakać.
9. Poznając nowe osoby jestem pewniejsza siebie, gdy jest ze mną ktoś bliski.
10. Pływając zawsze boję się że woda naleci mi do uszu.
11. Nie umiem kłamać... ale umiem improwizować.
12. Podczas studiów zajmowałam się edukacją seksualną.
13. Jak mam ochotę na coś konkretnego do jedzenia, to nic innego mnie nie nasyci.
14. W 99,999999999% przypadków stawiam na swoim, czytaj: jestem uparciuchem.
15. Rodzina mówi do mnie Margolcia.
 Jaki jest jeden fakt o Tobie? ;)

niedziela, 19 lutego 2017

Po każdej burzy wychodzi słońce - Promyczek

Powiem szczerze, że nie wiem jak udało mi się przeczytać tą książkę. Kupiłam ją na początku wakacji i leżała czekając na swoją kolej. Kiedy zaczęłam, szło mi baaardzo opornie. Nie mogłam się wczuć. Porzuciłam "Promyczka" i czytałam coś innego. Niestety później skończyły mi się opcje... postanowiłam wrócić do tej książki. Walczyłam, kiedy pokonałam barierę pierwszych stu stron, jakoś poszło. Dziwi mnie mój opór, ponieważ "Promyczek" zbiera raczej dobre recenzje.
Książka opowiada o młodej dziewczynie, która postanawia wykreślać kolejne marzenia ze swojej listy. Kate jest chodzącym promykiem, pełna optymizmu, starająca się żyć, chwilą, nie planować nic na zapas, nie oceniać ludzi i czerpać garściami co się da. Wydaj mi się że to właśnie odpychało mnie od tej książki na samym początku. Cały ten optymizm i wymuszanie go na wszystkich dookoła wydawał się być dla mnie niemożliwy. Już na początku czytania ten aspekt zdradził, że happy endu nie będzie.

Nie mogłam się utożsamić z główną bohaterką, właśnie przez jej podejście do życia. Dodatkowo Kate, zwana przez swojego najlepszego, wieloletniego przyjaciela Gus'a była miłośniczką kawy. To jedna z tych osób, które są na tyle dorosłe, by pić ją bez mleka i cukru... a nawet bez bitej śmietany i syropu smakowego. A już najbardziej drażniło mnie jej zwracanie się do innych per "Młody, Młoda" Bosz! jak mi to działało na nerwy.

W końcu jednak się przełamałam i historia zaczęła mi się podobać kiedy rozwinęła się jej przyjaźń z Kellerem. Nie jest to jednak główny wątek tej historii. Kate wyraźnie boi się zobowiązań, jest coś co jej na to nie pozwala. Kiedy poznaje Kellera, studenta prawa i baristę z ulubionej kawiarni, nie może się określić w którą stronę iść. Okazuje się, że i on ma sekret. Tylko, że po jego wyjawieniu Kate czuje jeszcze większe przyciąganie. I tu historia zaczyna się ciekawa. Może dlatego, że zawsze miałam "coś" do prawników ;)
Dotrwałam do końca. Przyznaję, że uroniłam łezkę. Czytając różne recenzję liczyłam, że książka coś we mnie poruszy, może zmieni podejście do życia. Skłoni do bycia bardziej optymistyczną, ale nic takiego się nie stało. Owszem poczyniłam pewne refleksje i miałam chwilę zadumy, ale była to typowa zaduma po przeczytaniu ostatniej strony.

Pamiętam, jak równolegle ze znajomą zaczęłyśmy czytanie Promyczka. Obydwie miałyśmy podobne odczucia i obydwie równo szybko się poddałyśmy. Aga, daj znać, czy się przełamałaś:)

Wiem, że dostępna jest druga część książki. Nie wiem, czy jest to ta sama historia opowiedziana z perspektywy Gus'a, bratniej duszy Kate, czy może to co dzieje później. Jeśli ktoś z was czytał, dajcie znać, czy warto zakupić.
Ciekawa jestem, czy też czasami macie tak mieszane odczucia co do książki jeśli tak:
 chętnie poznam tytuły.
Do kolejnego przeczytania.

wtorek, 14 lutego 2017

Walentynkowe słodkości - Snickersowe babeczki

Nie obchodzę jakoś specjalnie walentynek. Nie kupuję Bulciowi z tej okazji drogich zegarków, ani on nie kupuje mi brylantów. Jeśli już to idziemy zjeść coś dobrego, albo organizujemy sobie wieczór filmowy w domu.

Za jedną rzecz lubię walentynki - nie wiele jest okazji do zjedzenia czegoś słodkiego ;) Jest jeszcze wcześnie, także na wieczór będzie jak znalazł.

Snickersowe babeczki
(przepis z książki "Moje wypieki" Doroty Świątkowskiej)
Składniki:
225 g mąki pszennej
50 ml oleju słonecznikowego
100 g cukru
1 jajko
150 ml mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta soli
4 Snickersy
500 ml zimnej śmietany 36 %
2 łyżki cukru waniliowego
karmelowe mleko w tubie

Na początku chce zaznaczyć, że robiąc muffinki od razu mieszam wszystko razem. Nie dbam o to żeby najpierw wymieszać suche składniki a później mokre. Po co brudzić dwie miski ?! 
W dużej misce rozkłóć jajko ze szczyptą soli, a następnie dodaj kolejno: mąkę, proszek do pieczenia, cukier, mleko, olej oraz ekstrakt waniliowy. Rozmiksuj na najwolniejszych obrotach, tak aby wszystkie składniki się wymieszały. Dwa Snicekersy pokrój w kostkę i wieszaj w masę babeczkową.
Ciasto wlewaj do wyłożonej papilotkami formy na muffiny, a następnie piecz 190 st. C przez 20 minut lub do tzw. suchego patyczka. Upieczone babeczki schłódź.
Ubitą na sztywną śmietanę z cukrem waniliowym przełóż do rękawa cukierniczego i udekoruj schłodzone babeczki. Kolejne dwa snickersy pokrój w kostkę i posyp nimi każdą babeczkę,
a następnie polej delikatnie mlekiem w tubie.
Jeżeli jest okazja na coś słodkiego to trzeba z niej skorzystać. 
Życzę Wam aby każdy dzień był pełen miłości, a tylko niektóre pełne słodyczy :)

czwartek, 9 lutego 2017

W lodówce aktualnie jest tylko światło - szybkie risotto

Kiedy mam w lodówce cebulę, czosnek i dosłownie łyżkę masła jestem w stanie wyczarować całkiem niezły obiad. Jest czwartek, dla tych co robią zakupy raz w tygodniu w piątki, oznacza to jedno: lodówkę z przeciągiem i pusty brzuch.
Pomysł na dzisiejszy obiad pojawił się dosłownie znikąd, a dodatki zależą od tego co pozostało nam w kuchennych szafkach.

Przepis na czwartkowe risotto z grzybami
Składniki:

300g ryżu
1 cebula dymka
2 ząbki czosnku
łyżka masła
50 g suszonych borowików
garść podprażonych pestek słonecznika
100 g sera lazur (opcjonalnie)
1 litr wody lub buliony grzybowego

Suszone borowiki zalej wrzątkiem i trzymaj pod przykryciem, aż zmiękną (ok. 15 minut).
Cebulę (razem ze szczypiorkiem) z czosnkiem pokrój w kostkę i podsmaż przez 5 minut na łyżce masła. Dodaj ryż i podsmażaj przez jakieś 3 minuty cały czas mieszając. 
Wodę lub bulion dodawaj partiami - ja zawsze dodaję tyle aby przykryć ryż, a następnie czekam aż odparuję i dodaję kolejną porcję wody. Kiedy wykorzystam połowę bulionu dodaję odsączone borowiki. Dalej procedura dodawania wody jest dokładnie taka sama. W między czasie doprawiam do smaku solą i pieprzem. Pamiętaj o mieszaniu, inaczej cały ryż przyklei się do patelni. 
Kiedy odparuję ostatnią część wody dodaję pokrojony ser lazur, patelnię przykrywam i odstawiam z palnika. Odczekuję dosłownie 2 minuty i energicznie mieszam w risotto, aby rozprowadzić rozpuszczający się ser, nie dbam szczególnie o to aby rozpuścił się do końca.
Przed podaniem posypuję porcję łyżeczką podprażonych pestek słonecznika.
Risotto wcale nie jest trudne do przygotowania. Wystarczy do tego pustawa lodówka i odrobina inwencji twórczej, a pyszny obiad zrobi się sam. 
Napiszcie co gotujecie zanim uzupełnicie zapasy na cały tydzień :)

sobota, 4 lutego 2017

Gośka.. za dużo myślisz!!!

Dlaczego ludzki umysł nie działa tak jak telewizor? Naciskasz czerwony guzik i cisza, to byłoby pewnie za proste.

Jestem jedną z tych osób, które myślą cały czas. Jadę na rowerze - myślę. Leżę w wannie - myślę. Kroję cebulę - myślę. Możecie zapytać, czym tak zaprzątam moją głowę. Odpowiem: pewnie planuje, robię listę zakupów, maluję tabelki w Excelu. Teraz myślę np. o tym, że pralka wyła 20 minut temu, więc wypadałoby rozwiesić pranie i wstawić kolejne...GOTOWE! Ostatni przyznała się koleżankom w pracy, że nie zasnę, nie usiedzę w miejscu, jeżeli szafka jest niedomknięta, albo jeśli sztućce w szufladzie nie leżą ułożone na prawą stronę. To już chyba choroba. 

A propos snu, najgorsza gonitwa myśli pojawia się dokładnie kiedy zamykam myśli. Wtedy widzę w mojej głowie rzeczy, których nie zrobiłam, maile na które nie odpowiedziałam, mam sto złotych myśli na minutę, ale jestem zbyt leniwa, żeby je zapisać. 
Multizadaniwość jest teraz w modzie. Osobiście uważam jednak, że jest pojęciem przereklamowanym. Kluczem do każdego sukcesu jest robienie czegoś na 100%, wkładając w to tyle wysiłku, ile jest niezbędne. Nie podpinam pod mulitizadaniowość chwytania kilku srok za ogon, a wielu tak właśnie interpretuje. Multizadanowość to umiejętność dostosowania się do nowych warunków, do sytuacji nieprzewidzianych, a także do robienia jednej rzeczy po drugiej. Gdybym pisząc tą notkę w drugiej zakładce rozpoczęła kolejną, nie byłaby to multizadaniowść, tylko niecierpliwość. Ot cała filozofia. 

Do czego dążę... otóż czasami trzeba się zatrzymać, zrobić sobie przerwę i zjeść galaretkę z owocami. Co z tego, że mam bałagan w szafie?! Posprzątam kiedy znajdę czas na życie. To trudne żeby w całej tej gonitwie nadążyć za/z wszystkim. 

Pewnie nic się nie stanie jeśli oddzwonisz jutro, bo wiesz co: inni też bywają zajęci życiem. Podzielmy rzeczy na ważne i ważniejsze, naciśnijmy czerwony guzik w naszej głowie. A kiedy już to się stanie - oddychaj pełną piersią.
"Oddychaj" to moje nowe motto życiowe. Jakie jest Wasze?