niedziela, 19 lutego 2017

Po każdej burzy wychodzi słońce - Promyczek

Powiem szczerze, że nie wiem jak udało mi się przeczytać tą książkę. Kupiłam ją na początku wakacji i leżała czekając na swoją kolej. Kiedy zaczęłam, szło mi baaardzo opornie. Nie mogłam się wczuć. Porzuciłam "Promyczka" i czytałam coś innego. Niestety później skończyły mi się opcje... postanowiłam wrócić do tej książki. Walczyłam, kiedy pokonałam barierę pierwszych stu stron, jakoś poszło. Dziwi mnie mój opór, ponieważ "Promyczek" zbiera raczej dobre recenzje.
Książka opowiada o młodej dziewczynie, która postanawia wykreślać kolejne marzenia ze swojej listy. Kate jest chodzącym promykiem, pełna optymizmu, starająca się żyć, chwilą, nie planować nic na zapas, nie oceniać ludzi i czerpać garściami co się da. Wydaj mi się że to właśnie odpychało mnie od tej książki na samym początku. Cały ten optymizm i wymuszanie go na wszystkich dookoła wydawał się być dla mnie niemożliwy. Już na początku czytania ten aspekt zdradził, że happy endu nie będzie.

Nie mogłam się utożsamić z główną bohaterką, właśnie przez jej podejście do życia. Dodatkowo Kate, zwana przez swojego najlepszego, wieloletniego przyjaciela Gus'a była miłośniczką kawy. To jedna z tych osób, które są na tyle dorosłe, by pić ją bez mleka i cukru... a nawet bez bitej śmietany i syropu smakowego. A już najbardziej drażniło mnie jej zwracanie się do innych per "Młody, Młoda" Bosz! jak mi to działało na nerwy.

W końcu jednak się przełamałam i historia zaczęła mi się podobać kiedy rozwinęła się jej przyjaźń z Kellerem. Nie jest to jednak główny wątek tej historii. Kate wyraźnie boi się zobowiązań, jest coś co jej na to nie pozwala. Kiedy poznaje Kellera, studenta prawa i baristę z ulubionej kawiarni, nie może się określić w którą stronę iść. Okazuje się, że i on ma sekret. Tylko, że po jego wyjawieniu Kate czuje jeszcze większe przyciąganie. I tu historia zaczyna się ciekawa. Może dlatego, że zawsze miałam "coś" do prawników ;)
Dotrwałam do końca. Przyznaję, że uroniłam łezkę. Czytając różne recenzję liczyłam, że książka coś we mnie poruszy, może zmieni podejście do życia. Skłoni do bycia bardziej optymistyczną, ale nic takiego się nie stało. Owszem poczyniłam pewne refleksje i miałam chwilę zadumy, ale była to typowa zaduma po przeczytaniu ostatniej strony.

Pamiętam, jak równolegle ze znajomą zaczęłyśmy czytanie Promyczka. Obydwie miałyśmy podobne odczucia i obydwie równo szybko się poddałyśmy. Aga, daj znać, czy się przełamałaś:)

Wiem, że dostępna jest druga część książki. Nie wiem, czy jest to ta sama historia opowiedziana z perspektywy Gus'a, bratniej duszy Kate, czy może to co dzieje później. Jeśli ktoś z was czytał, dajcie znać, czy warto zakupić.
Ciekawa jestem, czy też czasami macie tak mieszane odczucia co do książki jeśli tak:
 chętnie poznam tytuły.
Do kolejnego przeczytania.

1 komentarz:

  1. Małgosiu niestety jeszcze się nie przemogłam....jakoś nie mogę. Zrobiłam tak jak Ty porzuciłam "Promyczka" po 44 stronach. Dzięki za recenzję :) Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do "Promyczka" w niedługim czasie :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń