czwartek, 2 marca 2017

Schronisko smaków

Wczoraj mieliśmy okazje zjeść obiad w Bukowinie Tatrzańskiej w restauracji Magdy Gessler Schronisko Smaków. W restauracji było tłoczno, ale nie była pełna. Dostaliśmy stolik w kąciku pod oknem, zupełnie na uboczu, co bardzo mi odpowiadało, niestety miejsca z widokiem na góry były zajęte. Restauracja ma bardzo miły, nienachalny górski klimat. Zawsze w góralskich knajpach czuje się przytłoczona zanurzonymi w kurzu bzdetami. Natomiast atmosfera tej knajpy bardzo przypadła mi do gustu.  Biała na zewnątrz, a środku naturalne drewno z białymi akcentami, a na jego tle różne lustra. Nie miałam okazji zrobienia zdjęć wnętrza, gdyż nie chciałam przeszkadzać innym gościom. Poniżej zdjęcia ze strony schroniskosmakow.pl
Czekając na kelnera już przekreślała to miejsca w myślach, ponieważ wydawało się że o nas zapomnieli. Pani przechodziła od stolika do stolika wydając jedzenie lub zabierając puste talerze, a nas omijała magicznym łukiem. Już odliczałam czas, ale na szczęście podeszła w ostatniej chwili.
Zdecydowaliśmy się na dwudaniowy obiad.
Przystawki
Ser górski (nie jestem pewna czy był to prawdziwy oscypek, tak smakował ale nie mam pewności ;)) w sezamowej panierce ze szczypta czarnuszki, która dodawała lekko pieprzny posmak. Do sera podana była żurawinowa galaretka, która miała tak dziwna konsystencje że aż wciągająca. Wszystko razem w połączeniu było na prawdę bardzo smaczne. Właśnie ta potrawa zachęciła mnie do odwiedzenia restauracji.
Tatar Pana Bulcia był okej. Nieco twardy, cienko doprawiony. Podany był ze słonym chrustem. Mój dziadek robi lepszego.
Dania główne
Pieczony pstrąg polany klarowanym masłem oraz posypany migdałkami i orzechami laskowymi. Do tego dobrałam pęczak z grzybami. Rybka smaczna, dobrze doprawiona, w środku wyczuwana była nutka kopru. Ości same odchodziły od mięsa.
Podobno burgera z Momu trudno pobić. Tutaj zdecydowanie poszli w górę niż w szerz i zjedzenie tego potwora graniczy z cudem. Oczywiście Pan Bulcio powiedział ze nie będzie jadł burgera widelcem i jakoś sobie poradził, nie pytajcie jak to wyglądało .... :P W burgerze znalazł się chrupiący bekon, ser cheddar, ogórek konserwowy, pomidor oraz relish (czyli taki sosik pomidorowy). Duży plus za prawdziwe domowe frytki, smakowały jak te robione przez moja mamę.
Niestety ogromnym minusem dań głównych jest to że są podawane saute. Już za sama składnik podstawowy dania głównego cena jest wygórowana, a do tego trzeba dobrać jeszcze jakieś dodatki. Cenowo jest to wyższa poprzeczka warszawska, no ale czego można było się spodziewać po knajpie sygnowanej przez znaną osobę
Jeśli kiedyś znajdziecie się w okolicy polecam wstąpić na gorącą dyniową lemoniadę i oscypka z galaretką żurawinową, resztę dań w tym samym wydaniu, a o połowę tańszą znajdziecie np. w Litworowym Dworze w Białce.
Pozdrowienia ze słonecznych gór!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz