poniedziałek, 3 lipca 2017

Jak to się stało, że jestem tym kim jestem?

No właśnie: jak? Jestem zwykłym aktywnym człowiekiem. Można być biernym - funkcjonować, oddychać ale nic poza tym.

Owszem, mogę się też uderzyć w pierś, bo nie uważam abym czerpała z życia wielkimi garściami i nie zawsze jestem kulką pozytywnej energii. Czasami gdzieś coś mi umyka, a mój ciężki charakter nie pozwala się wyluzować i cieszyć spontanicznością. Ale jestem zadowolona, szczęśliwa.

Ostatnio przeglądałam moje stare pamiętniki. W jednym z okresu mojego liceum napisałam, że czuję się niepewnie, bo wszyscy wiedzą co chcą robić w przyszłości. Wybór moich studiów nie był przypadkowy, ale optymalny/uniwersalny. W tym miejscu ramiona otworzą zwolennicy rocznej przerwy. Mi zabrakło odwagi na gap year i raczej nie jestem tym typem człowieka - po takiej przerwie mogłabym czuć się jeszcze bardziej przytłoczona jeśli nic nie wypadłoby mi do głowy. No i ... plany, wszystko mam zaplanowane w kalendarzu. Może powinnam odpuścić, ale tego nie zrobiłam. 
Chciałam być fotografem. Serio. Stratowałam do szkoły filmowej - bez lepszych wyników. Mało tego kilkukrotne konsultacje i egzaminy wstępne skutecznie stłamsiły we mnie chęci i artystyczne podejście. Dodatkowo nie czułam, że pasuję do tego środowiska. Próbowałam i to nie był słomiany zapał, uczyłam się, ćwiczyłam. Rodzice kupili mi dobry sprzęt (dziękuję!), zabrakło mi chyba tylko ... talentu. Potrafię się do tego przyznać.
Mam wrażenie, że pedagogika daje możliwość wyboru różnych opcji. Tak stało się u mnie.
W początkowej fazie nauki byłam pewna, że chce pracować z trudną młodzieżą, a paca za biurkiem nie jest dla mnie bo się umorduję. Okazało się że to ja nie do końca jestem łatwa i sama musiałam wiele zmienić w swoim podejściu i charakterze. Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy to podczas praktyk w pogotowiu opiekuńczym dla dziewcząt, w trakcie apelu Pani dyrektor, nie wiedząc kim jestem surowym tonem kazała mi stanąć razem z innymi dziewczynami, a takie lekceważące podejście będzie skutkowała dla mnie naganą. Dla wyjaśnienia dziewczyny stały w dwuszeregu, a na przeciwko nich kadra wychowawców.  Stanęłam z wychowawcami i straciłam cały autorytet w oczach dziewczyn. Minusy młodego wyglądu. Baj de łej gratulacje dla Pani dyrektor, za to że nie wiedziała, kto przebywa na terenie ośrodka.
Później mój młody wygląd przydał się i przekułam to na moją stronę, dzięki temu mogłam być jeszcze bliżej młodzieży, bo nie wyglądałam jak stara prukwa (przepraszam za to określenie), która będzie ich pouczała. W wyniku porażek na linii resocjalizacji, zajęłam się edukacją seksualną. Wciąż w sumie prewencja ;) Na tą drogę trafiłam poniekąd przez moją mamę, ponieważ to ona podsunęłam mi pomysł, abym w ramach praktyk studenckich przeprowadziła szereg zajęć o HIV/AIDS dla licealnej młodzieży. Temat na tyle mnie wciągnął, że napisałam o tym i pracę licencjacką i magisterską. Co więcej postanowiłam poszerzyć zakres swojej wiedzy i działań, tak też trafiłam do Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. Dzięki temu doświadczeniu otworzyłam się na ludzi, stałam się bardziej asertywna i pewna siebie. Wybierając studia magisterskie stwierdziłam, że warto byłoby połączyć edukację młodzieży z edukacja ich rodziców. W rezultacie praktyki studenckie wskazały mi inna ścieżkę. Skończyłam w HRach i teraz nie wyobrażam sobie siebie gdzie indziej. Mam połączenie aktywnej pracy z ludźmi z zadaniami, które wymagają ode mnie skupienia i biurowego podejścia, dzięki czemu mogę się wyciszyć.
I tak utwierdzam się w przekonaniu, że każda decyzja nas do czegoś prowadzi. Zaczęłam jako edukatorka seksualna, następnie uczyłam się fachu szkoleniowca, a jestem rekruterem (w dużym skrócie).

Dlaczego o tym pisze? Otóż ostatnio obejrzałam film (oparty na "faktach autentycznych") "Julie i Julia". Zekranizowane wydarzenia dzieją się w dwóch przestrzeniach. Julia Child (propagatorka kuchni francuskiej w Ameryce) zmaga się ze stereotypem pani domu która z nudów postanawia nauczyć się gotować. Kilkuletnia nauka i wytrwałość skutkują wielką pasją do gotowania. Dzięki wsparciu męża wydaje wymarzona książkę kucharską.

Natomiast Julie Powell będąc na skraju wypalenia zawodowego, za namową męża otworzyła bloga na którym opisywała swój prodżekt lajf, czyli przygotowanie w rok wszystkich przepisów z książki swojej idolki Juli Child.  Obie dzięki wsparciu mężów dążyły do realizacji, co więcej to właśnie pasja uratowała obie: dosłownie i w przenośni.
Fotografia dawała mi możliwość artystycznego wyżycia. Nadal tkwią we mnie pokłady ekspresji twórczej i potrzeba tworzenia. Dlatego po godzinach wykorzystuję swój potencjał twórczy w gotowaniu, pisaniu, robieniu zdjęć i nagrywaniu. To wszystko pokazuje mnie, taką jaka jestem. 
Czy jesteście gotowi na więcej Bulejowskiej w Bulejowskiej?! Lepiej bądźcie!

A jaka jest Twoja historia?

13 komentarzy:

  1. "Julie i Julia" to nie była moja bajka, ale koncepcja odzyskania życiowej równowagi jak najbardziej do mnie przemawia.
    Możliwość pracy w tak różnych zawodach to bardzo często wspaniała lekcja życia. Ja jestem w fazie składania dokumentów na uczelnie wyższe, lubię więc wpadać na tego typu wpisy, one pokazują, że studia, a prawdziwe życie to przepaść i nawet nie możność studiowania tego o czym by się marzyło nie przekreśla pracy marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, życie samo weryfikuje nasze plany. Ważne żeby się nie poddawać :)

      Usuń
  2. Super wpis! Czyta się jednym tchem! :)
    Pozdrawiam,
    Sylwia - Fashion Hero
    www.fashionhero.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Wylądowałaś w "HRach", czyli jesteś doradcą personalnym?
    Nie myslałas np, o pracy w szkołach średnich do nauczania wdż? Też fajna sprawa ;)
    Mimo wszystko, nie zrezygnowałaś z marzeń i pasji, realizujesz je nadal nawet hobbistycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem, pracuję w firmie rekrutacyjnej. Oczywiście, że myślałam, ale to jest bardzo wąskie środowisko, a żeby być nauczycielem WDŻ musiałbym pracować w kilku szkołach - w jednej pewnie byłoby za mało godzin, no i ... musiałabym zgadzać się z podstawą nauczania, której do ideału daleko. Dodatkowo okazało się że sprawdzam się całkiem nieźle w branży rekrutacyjnej :)

      Usuń
  4. Chyba Ty również dostałaś duże wsparcie od męża jak w "Julie i Julia"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, na to nie mogę narzekać :) mój mąż Bulcio bardzo mnie wspiera, podobają mu się moje pomysły, nawet czasami mnie motywuje, chwali się znajomym, że prowadzę bloga, ale też sprowadza na ziemię, jak za bardzo odpłynę ;)

      Usuń
    2. Zazdroszczę,że masz tak duże wsparcie od męża ;)
      W takim razie czekam na "więcej Bulejowskiej w Bulejowskiej" ;)

      Usuń
  5. Masz rację, należy dążyć do realizacji swoich marzeń ;)
    Choć pedagogika to jednak kierunek oblężony, to pokazujesz,że po tym kierunku można znaleźć stosowną w pracę, choć duży plus ma też duże miasto w którym jesteś, bo w takim małym miasteczku jak naszym Ciechanowie to już niestety dużo, dużo gorzej, nawet po ukończeniu lepszej uczelni. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to prawda, ale w sumie Warszawa nie jest daleko i połączenie też całkiem niezłe :)

      Usuń
  6. Mimo 26 lat, bardzo młodo wyglądasz, masz jeszcze typowo dziewczęco urodę i fajny styl co do ubioru ;)
    bardzo podoba mi się Twoja ramoneska, można wiedzieć skąd zakupiona? ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosia super blog, lubię czasem tu zajrzeć i zobaczyć co ciekawego u Ciebie. Jak sobie pomyślę gdzie ja wylądowałam po naszych studiach to też mi daleko od reso :D. Najważniejsze, że każdy znalazł coś dla siebie i się w tym spełnia ;). Pozdrawiam, koleżanka z grupy ;)

    OdpowiedzUsuń